Sondaże. Ale czy prawdziwe?

Dziś mamy wysyp prognoz przedwyborczych. Jak zwykle budzą one skrajne emocje wśród zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i PO.
W ostatnich tygodniach byliśmy świadkami trendu spadkowego dla PO i wzrostu PiS. Dziwi więc trochę ponowne zwyżkowanie partii rządzącej oraz mała zadyszka głównej siły opozycyjnej. Tym bardziej, że po rocznicy wybuchu II wojny światowej, twardej postawie prezydenta wobec zakłamywania historii, przez kremlowskich badaczy dziejów, fiaska stoczniowego i ogromnej dziury budżetowej,  spodziewaliśmy się, że sondażowe wahadło wychyli się  w inną stronę.

Dlaczego zatem sondażowe poparcie odwraca się od Prawa i Sprawiedliwości? I czy na pewno prezentowane nam sondy rzeczywiście odzwierciedlają rzeczywiste poparcie dla poszczególnych partii politycznych?
Przecież byliśmy już świadkami niejednego "sondażowego cudu". Wystarczy wspomnieć letnio - jesienną kampanię wyborczą roku 2005, kiedy to murowani faworyci zawodzili a sondażowi przegrani odnieśli sukces. Scenariusz powtórzył się w roku 2007, kiedy nikt nie spodziewał się tak znaczącej wygranej Platformy Obywatelskiej.
To samo można powiedzieć o ostatnich wyborach, których byliśmy świadkami. Wszystkie przedterminowe wyniki wskazywały na kompletna klęskę Prawa i Sprawiedliwości i ogromny sukces partii Tuska. Zaskoczeniem było wiec niemalże trzydziestoprocentowe poparcie dla PiSu.
Dlaczego jesteśmy świadkami takiej rozbieżności między światem realnym, a światem marketingu politycznego? Przepraszam, troszeczkę wybiegłem na przód. Otóż uprzedzając trochę tok mojego rozumowania, nazwałem sondaże marketingiem politycznym, co od razu sugeruje odpowiedź na postawione pytanie. Otóż, w mojej opinii, sondaże są jedną z wielu metod wali politycznej. Huśtanie nimi w, wydawałoby się, niezrozumiały sposób jest częścią gry politycznej, w którą są zaangażowane nie tylko wiodące partie polityczne. Wiadomo przecież od lat, że różne medialne koncerny (jeżeli tak można nazwać firmy funkcjonujące na rynku polskim) są grupami interesu, którym zależy na takim a nie innym rozdaniu politycznym. Dlatego właśnie jesteśmy świadkami, częstego puszczania "oczka" z jednej i z drugiej strony. Przypomnijmy sobie sprawę budowy stadionu dla ITI w Warszawie, niemalże w całości sfinansowanego z pieniędzy stołecznych. Z oczywistych względów pachnie to spłatą zobowiązań zaciągniętych, być może jeszcze przed wyborami oraz zapowiedzią dalszej owocnej współpracy. Czy kogoś zadziwią moje słowa, kiedy powiem, że TVN jest telewizją o określonych (liberalno-lewicowych) poglądach na sprawy społeczne? Z oczywistych względów stacja ta nie będzie tworzyć pozytywnego obrazu siłom, które do jej światopoglądu nie pasują. A jeżeli przy tym uda się jeszcze coś ugrać (np. nowy stadion) do tym lepiej.
Oczywiście pomijam tu wątek, tak zwanej wspólnej przeszłości, to jest służb specjalnych PRL. Nie ma na to dziś miejsca i czasu.
Podobny mechanizm działa w przypadku Gazety Wyborczej, która raczej sprzymierzeńcem Tuska jest z rozsądku niż z specjalnej sympatii. W obliczu głębokiego odwrotu sił postkomunistycznych Gazeta zmuszona jest popierać PO, aby nie zostać zmarginalizowaną. Zobaczmy jak służalczo zachowują się dziennikarze tej gazety kiedy są zapraszani do konkurencyjnych studiów telewizyjnych (Polsat, TVN). Czy to nie zaskakuje, że konkurencyjne firmy zabiegają o wizyty w tvn24?

Ale przecież dziennika takiego jak „Rzeczpospolita”, nie można raczej posądzać o „protuskowskość”. Dlaczego więc dzisiejszy sondaż zaprezentowany przez ten dziennik również odnotowuje podobny trend?
Czyżby tym razem sondaże wyjątkowo się nie myliły?
Śmiem w to wątpić. Przecież nie raz byliśmy świadkami mobilizowania elektoratów za pomocą tego narzędzia.
Drodzy państwo. Do sondaży podchodźmy ostrożnie, bo one nie są celem samym w sobie. Ich celem jesteśmy my – wyborcy. Sondaże przedwyborcze to brudna partyjna gra, tak sam jak dyskusje w telewizyjnych programach publicystycznych i pyskówki na sejmowej mównicy. Sondaże mogą się zmieniać, spadać bądź rosnąć, zależnie od tego na jakich nastrojach społecznych zależy temu czy innemu przywódcy partyjnemu.

Komentarze