Gdyby rozsądzać każdego premiera wedle słów Leszka Millera, który mówił jak rozpoznawać prawdziwego mężczyznę, okazałoby się, że Donald Tusk nie jest nim w takim samym stopniu jak ten, który kazał nam takie własnie rozpoznanie robić.
Zapytasz mnie, Drogi Czytelniku, dlaczego tak uważam. A dlatego, że Donald Tusk na każdym kroku daje nam dowody na to, że niczego nie potrafi porządnie skończyć. W zasadzie, on jeszcze niczego nie skończył. Wszystko kończyło się samo, bez udziału naszego premiera. A to stocznie skończyły się same, choć przy udziale PiSu (przez, który to oczywiście rząd nie może stoczni sprywatyzować) i za plecami ministra Grada, który ustawiając się w roli ariergardy (chłopca do bicia) Tuska ocalił stanowisko. Bez udziału premiera zakończył się spór o dziurę budżetową, która urosła do dość monstrualnych rozmiarów. Biorąc pod uwagę, że zgodnie ze słowami premiera, nasz kraj najlepiej na świecie radzi sobie z kryzysem gospodarczym, wielkość zadłużenia zadziwia jeszcze mocniej.
Również bez udziału premiera, ale za to z udziałem ABW, odbyło się aresztowanie prezesa ZUSu. Zakończenie, tym razem kadencji prezesa, znów nie było po myśli premiera, gdyż trzeba było zakończenie prezesostwa zakończyć innym zakończeniem tym razem sporu o Katyń i o sowiecką napaść. Do zakończenia został oddelegowany Stefan Niesiołowski, któremu owo zakończenie nie udało się jeszcze mocniej niż decyzja szefostwa PO aby to właśnie jego do "dopinania" tej sprawy wybrać.
Dziś mamy 17 września. To dziś miała zostać przegłosowana uchwała potępiająca i upamiętniająca agresję ZSRS na Polskę w roku 1939. Właśnie dziś, ponieważ dokładnie siedemdziesiat lat temu Armia Czerwona na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow, podpisanego 23 sierpnia 1939 roku, wkroczyła na terytorium Państwa Polskiego. Swoją napaść Sowieci usprawiedliwiali pokrętnymi wymówkami o tym jakoby Polska miała się stać miejscem możliwych, niebezpiecznych perturbacji, które w przyszłości mogłyby zagrozić Związkowi Radzieckiego. Sowieci zatrzymali się na Bugu.
Po zakończeniu wojny stali już na Łabie, a przyszłość miała pokazać, że wyzwolone terytoria traktować będą oni jako swoją własność.
Dlatego taką katastrofą był dla Putina rozpad ZSRS. Dlatego też, wsłuchując się w jego słowa mówiące nam w sposób spokojny i zdecydowany, że rozpad Związku Sowieckiego to jedna z największych katastrof politycznych w XX wieku, nie powinniśmy być zdumieni, ani tym bardziej zaskoczeni. Wszak sam Stalin powiedział, że granice Związku Radzieckiego sięgają tam gdzie raz stanęła stopa Armii Czerwonej. Rozpad ZSRS to katastrofa, to katastrofa dla Rosji imperialnej. Rosja straciła swoje wpływy nad Łabą, Wisłą, nad Wełtawą i nad Bałtykiem. Ale straciła je również tam, gdzie niepodzielnie panowała od setek lat. Straciła Ukrainę. To był cios i to cios bardzo silny.
Nie dziwmy się zatem, że Rosjanie chcą odzyskać status imperium, którym utracili. Kto chce dziś rządzić Rosją musi jej obywatelom obiecać, że znów ktoś będzie się ich bał, nie chodzi o dobrobyt, bo tam go nigdy nie było. Chodzi o to, żeby Rosja znów stała się potężnym imperium zdolnym skutecznie konkurować ze Stanami Zjednoczonymi, na polu militarnym.
I teraz wróćmy do zakończeń. Oto Drodzy Państwo rząd w Polsce rosyjskim planom skutecznie dopomógł.
No tak, Drogi Czytelniku, Amerykanie sami nie chcą tarczy. Ale! Kto nam zabronił akredytować umowę z Amerykanami? Dziś straciliśmy historyczną szansę aby móc się wyrwać z uścisku czerwonoarmisty. Mogliśmy raz na zawsze dziś Rosjanom do zrozumienia, że Polska nie jest dłużej ich strefą wpływów. Dziś jak zwykle po szkodzie, przychodzą refleksje. Mogliśmy się pośpieszyć, nie ociągać się, brać co dają. Wszak tu nie Patrioty były najważniejsze. Chodziło o coś zupełnie innego. O odepchnięcie groźby ponownego upomnienia się o swoje interesy przez naszego wschodniego sąsiada.
Dziś mamy siedemnasty września. Dziś tak jak siedemdziesiąt lat temu, Rosjanie zwyciężyli w dyplomatycznej przepychance i potwierdzili swoją strefę wpływów, tym razem po Odrę.
Choc niektórzy mówią, ze tylko po Wisłę...
Zapytasz mnie, Drogi Czytelniku, dlaczego tak uważam. A dlatego, że Donald Tusk na każdym kroku daje nam dowody na to, że niczego nie potrafi porządnie skończyć. W zasadzie, on jeszcze niczego nie skończył. Wszystko kończyło się samo, bez udziału naszego premiera. A to stocznie skończyły się same, choć przy udziale PiSu (przez, który to oczywiście rząd nie może stoczni sprywatyzować) i za plecami ministra Grada, który ustawiając się w roli ariergardy (chłopca do bicia) Tuska ocalił stanowisko. Bez udziału premiera zakończył się spór o dziurę budżetową, która urosła do dość monstrualnych rozmiarów. Biorąc pod uwagę, że zgodnie ze słowami premiera, nasz kraj najlepiej na świecie radzi sobie z kryzysem gospodarczym, wielkość zadłużenia zadziwia jeszcze mocniej.
Również bez udziału premiera, ale za to z udziałem ABW, odbyło się aresztowanie prezesa ZUSu. Zakończenie, tym razem kadencji prezesa, znów nie było po myśli premiera, gdyż trzeba było zakończenie prezesostwa zakończyć innym zakończeniem tym razem sporu o Katyń i o sowiecką napaść. Do zakończenia został oddelegowany Stefan Niesiołowski, któremu owo zakończenie nie udało się jeszcze mocniej niż decyzja szefostwa PO aby to właśnie jego do "dopinania" tej sprawy wybrać.
Dziś mamy 17 września. To dziś miała zostać przegłosowana uchwała potępiająca i upamiętniająca agresję ZSRS na Polskę w roku 1939. Właśnie dziś, ponieważ dokładnie siedemdziesiat lat temu Armia Czerwona na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow, podpisanego 23 sierpnia 1939 roku, wkroczyła na terytorium Państwa Polskiego. Swoją napaść Sowieci usprawiedliwiali pokrętnymi wymówkami o tym jakoby Polska miała się stać miejscem możliwych, niebezpiecznych perturbacji, które w przyszłości mogłyby zagrozić Związkowi Radzieckiego. Sowieci zatrzymali się na Bugu.
Po zakończeniu wojny stali już na Łabie, a przyszłość miała pokazać, że wyzwolone terytoria traktować będą oni jako swoją własność.
Dlatego taką katastrofą był dla Putina rozpad ZSRS. Dlatego też, wsłuchując się w jego słowa mówiące nam w sposób spokojny i zdecydowany, że rozpad Związku Sowieckiego to jedna z największych katastrof politycznych w XX wieku, nie powinniśmy być zdumieni, ani tym bardziej zaskoczeni. Wszak sam Stalin powiedział, że granice Związku Radzieckiego sięgają tam gdzie raz stanęła stopa Armii Czerwonej. Rozpad ZSRS to katastrofa, to katastrofa dla Rosji imperialnej. Rosja straciła swoje wpływy nad Łabą, Wisłą, nad Wełtawą i nad Bałtykiem. Ale straciła je również tam, gdzie niepodzielnie panowała od setek lat. Straciła Ukrainę. To był cios i to cios bardzo silny.
Nie dziwmy się zatem, że Rosjanie chcą odzyskać status imperium, którym utracili. Kto chce dziś rządzić Rosją musi jej obywatelom obiecać, że znów ktoś będzie się ich bał, nie chodzi o dobrobyt, bo tam go nigdy nie było. Chodzi o to, żeby Rosja znów stała się potężnym imperium zdolnym skutecznie konkurować ze Stanami Zjednoczonymi, na polu militarnym.
I teraz wróćmy do zakończeń. Oto Drodzy Państwo rząd w Polsce rosyjskim planom skutecznie dopomógł.
No tak, Drogi Czytelniku, Amerykanie sami nie chcą tarczy. Ale! Kto nam zabronił akredytować umowę z Amerykanami? Dziś straciliśmy historyczną szansę aby móc się wyrwać z uścisku czerwonoarmisty. Mogliśmy raz na zawsze dziś Rosjanom do zrozumienia, że Polska nie jest dłużej ich strefą wpływów. Dziś jak zwykle po szkodzie, przychodzą refleksje. Mogliśmy się pośpieszyć, nie ociągać się, brać co dają. Wszak tu nie Patrioty były najważniejsze. Chodziło o coś zupełnie innego. O odepchnięcie groźby ponownego upomnienia się o swoje interesy przez naszego wschodniego sąsiada.
Dziś mamy siedemnasty września. Dziś tak jak siedemdziesiąt lat temu, Rosjanie zwyciężyli w dyplomatycznej przepychance i potwierdzili swoją strefę wpływów, tym razem po Odrę.
Choc niektórzy mówią, ze tylko po Wisłę...
Komentarze
Prześlij komentarz