Trudne do ustalenia jest od którego momentu na szczeblach decyzyjnych, w Moskwie czy też w Warszawie, podejmowane były pierwsze kroki mające na celu przygotowanie, czy też wdrażanie wielkiego przedsięwzięcia jaki był kontrolowany odwrót bloku komunistycznych reżimów. Ciekawą do udowodnienia, ale także przede wszystkim niezwykle istotną dla dotychczasowego stanu wiedzy na temat tego procesu, jest teza o odczytaniu mordu na księdzu Jerzym Popiełuszce jako sygnale czy też ponagleniu do przeprowadzenia zmian potrzebnych do przeprowadzenia procesu transformacji politycznej w Polsce. Przypomnieć trzeba, że w ciągu dwóch lat do śmierci Leonida Breżniewa dwukrotnie jeszcze zmieniali się przywódcy ZSRR (Jurij Andropow, Konstantin Czernienko). Taka niespotykana dotąd w historii Związku Radzieckiego „roszada” dobitnie świadczyła o ścieraniu się frakcji i programów na szczytach kierownictwa KPZR. Jak wiemy, o „odwilży” w PRL nie mogło być mowy bez odpowiednich wytycznych „moskiewskiego partnera”. W roku 1984 w strukturach władzy w Polsce był wciąż jeszcze silny tak zwany nurt dogmatyczny, utożsamiany z „partyjnym betonem”, który przeciwny był jakiejkolwiek liberalizacji życia politycznego czy też gospodarczego. Za przywódcę takiej frakcji uchodził sekretarz KC PZPR gen. Mirosław Milewski. Zauważyć trzeba, że po zamordowaniu ks. Popiełuszki w PRL nastąpiło przesilenie polityczno-społeczne. Społeczeństwo domagało się ukarania winnych, z którymi utożsamiony został ostatecznie już skompromitowanym „beton”. Z relacji ludzi z byłego otoczenia gen. Jaruzelskiego dowiadujemy się, że winą za śmierć ks. męczennika obarczano właśnie Milewskiego (Zob. Wywiad z J. Urban dla „Gazety Wyborczej” z 11 grudnia 2002 r. W 2004 r. A. Paczkowski opublikował notatkę sporządzoną przez Wiesława Górnickiego, doradcę gen. Jaruzelskiego. Notatka opisywała rozmowę Jaruzelskiego z gen. Michałem Janiszewskim, szefem Urzędu Rady Ministrów, i Bogusławem Kołodziejczakiem, kierownikiem kancelarii sekretariatu KC PZPR. Uczestnicy tej narady, wedle sporządzonej notatki mieli twierdzić, że „politycznym inspiratorem porwania” księdza Jerzego mógł być tylko Milewski). Sam Milewski oskarżeniom takim kategorycznie zaprzeczał. W Radiu Zet 6 października 2004 roku powiedział: „Mogę absolutnie powiedzieć, bez cienia wątpliwości, że nigdy nikogo nie zabiłem, tym bardziej księdza jakiegoś. Mówię uczciwie i szczerze - ja nigdy nikogo nie zabiłem, nigdy. Mimo że były nawet ciężkie sytuacje, że trzeba było strzelać”. Można odnieść wrażenie, że wypowiedzianymi słowami, nie tylko bronił swojej osoby, ale także wskazywał winnych tej zbrodni. Ostatnie zdanie w wypowiedzi Milewskiego, posiada wszystkie znamiona aluzji, do brutalnej pacyfikacji „Solidarności” w czasie staniu wojennego (W procesie karnym dotyczącym pacyfikacji kopalni „Wujek” na ławie oskarżonych, zasiada gen. Czesław Kiszczak. Prokuratura zarzucam mu wydanie rozkazu użycia broni na Terenia kopalni.) Wobec tego typu informacji, należałoby się zastanowić czy męczeńska śmierć ks. Jerzego nie była ukartowanym „zabiegiem” obliczonym z góry na doraźne polityczne korzyści. Jest pewne, że mord na Kapelanie „Solidarności” nie przyniósł, żadnych korzyści gen. Milewskiemu i reprezentowanej przez niego frakcji dogmatycznej. Skompromitowanie „betonu” mogło za to pomóc ludziom, którzy swobodnie odtąd mogli prowadzić eksperyment zmiany ustroju z socjalistycznego na demokratyczny czyniąc z PRL-u „laboratorium pierestrojki”. Niestety, z uwagi na brak odpowiednich źródeł, w sprawie tej możemy opierać się jedynie na przytoczonych poszlakach, nie mogących być dowodem na potwierdzenie przedstawionej tezy.
Źródła:
Wywiad T. Torańskiej z Urbanem dla GW
http://wyborcza.pl/1,77062,1206787.html?as=1&startsz=x
Oświadczenie Milewskiego w Radio Zet . Radio Zet 06.10.2004 r
"Mogę absolutnie powiedzieć, bez cienia wątpliwości, że nigdy nikogo nie zabiłem, tym bardziej księdza jakiegoś. Mówię uczciwie i szczerze - ja nigdy nikogo nie zabiłem, nigdy. Mimo że były nawet ciężkie sytuacje, że trzeba było strzelać" -
Komentarze
Prześlij komentarz